Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szybkie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szybkie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 lipca 2014

Lemon curd - krem cytrynowy

           



           Wypływaliśmy kiedyś z Limehouse w Londynie w rejs do Amsterdamu. Przed wyjściem z portu dostaliśmy kilka worków zaopatrzenia jedzenia z brytyjskiego marketu. Po dokładnym zasztauowaniu wszystkiego stanęliśmy w kolejce do śluzy i po dłuższej chwili płynęliśmy w dół Tamizy. W okolicach mostu Elżbiety II zrobiło się już trochę nudno i zaczęliśmy przetrząsać prowiant. Gotowa lasagna okazała się, niestety, absolutnie niejadalna, więc musieliśmy się zadowolić kanapkami. Gdy przyszła nam ochota na deser, znalazłem na dnie bakisty słoik czegoś bardzo żółtego o nazwie, która niewiele mi mówiła z wyjątkiem tego, że produkt miał coś wspólnego z cytrynami. W pierwszym momencie myślałem, że może być to dżem, ale całkowita matowość masy raczej to wykluczała. Otworzenie słoika okazało się bardzo dobrym pomysłem. Zawartość przebijała dżem pod każdym względem.

            Przez chwilę chciałem napisać, że w języku polskim nie występuje odpowiednik słowa lemon curd. Pobieżnie przejrzany Internet milczy na ten temat. Jednak zanim palnąłem gafę, zajrzałem do przedwojennych książek Disslowej i Ochorowicz-Monatowej. No i oczywiście był przepis. Krem cytrynowy.
           
            Przepis na ten pochodzi z bloga Liski (whiteplate.blogspot.com), lemon curd zrobiony na jego podstawie smakuje dokładnie tak samo jak miałem okazję jeść w Irlandii i Wielkiej Brytanii. Nie ma chyba lepszej rekomendacji.


Lemon curd
1 średni słoik

- 250 ml soku z cytryny, świeżo wyciśniętego i przecedzonego,
- 4 jajka, mocno rozbełtane,
- 150-180 g białego cukru,
- 80 g masła, miękkiego i pokrojonego w kostkę.


Przygotowanie:

1. Umieść wszystkie składniki w rondlu stojącym na małym ogniu i energicznie wymieszaj.
2. Podgrzewaj przez 5-12 minut cały czas mieszając (czas może się bardzo różnić w zależności od tego jakiej kuchenki używasz), aż masa mocno zgęstnieje i zacznie bulgotać. Pamiętaj, żeby nie przesadzić z długością podgrzewania, chyba, że lubisz cytrynową jajecznicę.
3. Przetrzyj masę przez sito, wlej do słoika i odstaw do ostygnięcia. Przechowuj w lodówce.

Masy możesz użyć np. do zrobienia tarty cytrynowej albo do kanapek. Za Liską, polecam połączenie twarogu i lemon curd na kromce świeżego chleba z masłem.


Smacznego!


środa, 9 lipca 2014

Spróbuj się nie uzależnić, czyli masło orzechowe





            Lubię uniwersalne pasty do chleba. Takie, które pasują i do słodkiego i do słonego. Co więcej, najlepiej, gdy są jeszcze wyraziste i charakterystyczne w smaku. Jedną z nich jest masło orzechowe. Dzięki temu, że ma w sobie i sól i miód, jego smak balansuje gdzieś na granicy dań wytrawnych i słodkich. Mimo, że zmielone orzechy są trochę mdłe, dodatek cytryny przywraca je do życia. Z pozoru masło orzechowe wydaje się nudne, ale nie da się o nim zapomnieć dopóki jest w domu.

            Masło orzechowe w ciągu ostatnich stu lat zrobiło oszałamiającą karierę, w szczególności za oceanem i w Holandii. Amerykanie, którzy są największym konsumentem tego wyrobu, wymyślili kilka, dość oryginalnych, sposobów jego jedzenia. Jednym z nich jest tzw. kanapka Elvisa, czyli masło orzechowe z plasterkami banana i bekonem. Miejska legenda głosi, że jej pomysłodawcą, jak sama nazwa wskazuje, był sam Presley. Według innej anegdoty, Ernest Hemingway uwielbiał kanapki z masłem orzechowym i grubymi plastrami surowej cebuli. Czy było tak naprawdę? Nie wiadomo.
            Moim ulubionym sposobem na kanapkę z masłem orzechowym jest dodatek mało słodkich, kwaśnych powideł śliwkowych.

            Przepis na to masło orzechowe zaczerpnąłem, nie pierwszy raz, od Liski (whiteplate.blogspot.com). Moja modyfikacja polega na zrezygnowaniu cynamonu i wanilii, a zwiększeniu ilości soku z cytryny. Tym razem po raz pierwszy użyłem oleju z orzechów ziemnych, poprzednio zawsze dodawałem dobry olej rzepakowy. Różnica w smaku jest bardzo niewielka, ale może to wynikać ze zbyt małej esencjonalności oleju z orzechów ziemnych, którego użyłem. Mała szczypta chili sprawi, że smak masła będzie jeszcze ciekawszy.


Masło orzechowe
mały słoik

- 180 g orzechów ziemnych bez soli,
- 6 łyżek oleju z orzechów ziemnych (arachidowego), może być potrzebne więcej,
- 2 łyżeczki miodu, najlepiej jasnego,
- 2 łyżeczki soku z cytryny,
- średnia szczypta soli.


Przygotowanie:

1. Rozgrzej piekarnik do 200 stopni bez termoobiegu.
2. Wymieszaj orzechy w misce z łyżką oleju i solą. Wysyp je na blachę do pieczenia i rozprowadź po całej jej powierzchni.
3. Wstaw do piekarnika na maksymalnie 10 minut. Przemieszaj orzechy na blasze po 5 minutach. Podczas pieczenia trzeba zachować wielką ostrożność, czas potrzebny do uprażenia orzeszków może się wahać w zależności od piekarnika. Bacznie obserwuj stan orzechów na blasze, w momencie gdy poczujesz ich zapach, a one zaczną minimalnie ciemnieć wyciągnij je natychmiast z piekarnika. Nawet stosunkowo małe zagapienie się sprawi, że orzechy zgorzknieją i nie będą się już do niczego nadawały. Wiem to, niestety, z autopsji.
4. Wyjmij blachę z piekarnika, przesyp orzechy na duży talerz i odstaw do ostygnięcia.
5. Wsyp orzechy do robota kuchennego i zacznij miksować. Wlewaj powoli pozostałą część oleju podczas miksowania, aż masło orzechowe osiągnie odpowiednią konsystencję.
6. Dodaj miód oraz sok z cytryny. Zamieszaj. Spróbuj i, jeżeli to potrzebne, dopraw do smaku miodem, cytryną albo solą.

Najlepiej smakuje na kromce świeżego chleba albo o trzeciej w nocy wprost ze słoika.


Smacznego!


niedziela, 29 czerwca 2014

Prostota, pesto orzechowo-bazyliowe

            



            W gotowaniu najbardziej lubię prostotę. Sytuację, w której, mając dobrej jakości składniki, wystarczy im tylko nie przeszkadzać. Myślę, że wiele ludzi popełnia błąd polegający na zbytnim komplikowaniu dania. Wiem z własnego doświadczenia, że wynika to między innymi z tego, że nie jedzą nic przed rozpoczęciem gotowania. Może to brzmieć trochę absurdalnie, bo przecież celem gotowania jest najedzenie się, ale głód jest wyjątkowo złym doradcą. Wiele razy przyłapałem się na tym, że zamiast na początku choć mniej więcej zaplanować co będę robił, z głodu gotowałem spontanicznie i dodanie piętnastu różnych rzeczy do garnka wydawało się świetnym pomysłem. W końcu każda z nich osobno była dobra i w tamtym momencie mógłbym ją pożreć bez zastanowienia. Przecież sos sojowy, śmietana, tymianek, pomidor i ocet balsamiczny są składnikami wielu dobrych rzeczy. Dlaczego więc ich nie połączyć? W takim momencie, pojawia się jeszcze mało mądra myśl pod tytułem: a może zaraz wynajdę jakiś kompletnie nowy smak, który zrewolucjonizuje sztukę kulinarną? Niestety nie. Efekt jest z reguły na przeciwnym biegunie niż oczekiwania, nie wiadomo do końca co się dzieje na talerzu, a najlepszym wyjściem wydaje się wyrzucenie jego zawartości do kosza na śmieci.
Żeby zaradzić łakomstwu i krótkowzroczności zawsze jem przed ugotowaniem obiadu. Nie objadam się oczywiście, tylko zaspokajam pierwszy głód. Wystarczy kanapka.

            Lubię pesto. Nie dość, że można je zrobić z naprawdę podstawowych składników, to jeszcze przegotowanie zajmuje 12 minut łącznie z nałożeniem na kromkę i rozpoczęciem jedzenia. Do zrobienia poniższego pesto zainspirowała mnie Liska (whiteplate.blogspot.com) i jej pesto orzechowe. W mojej wersji, świeża bazylia daje prawdziwego kopa świeżości i razem z cytryną, ożywia trochę mdły smak orzechów.  


Pesto orzechowo–bazyliowe
mały słoik

- 100 g orzechów włoskich, wyłuskanych,
- duża garść świeżej bazylii,
- 140-180 ml oliwy extra vergine,
- 2 ząbki czosnku,
- łyżka octu balsamicznego,
- łyżka soku z cytryny,
- sól i pieprz do smaku.


Przygotowanie:

1. Upraż orzechy na średnim ogniu, na suchej patelni często mieszając. Uważaj, żeby nie przypalić orzechów, staną się wtedy gorzkie. Powinno to zająć około 5-7 minut. Zdejmij z ognia i odstaw by ostygły.
2. Umieść orzechy, bazylię, połowę oliwy, czosnek, ocet oraz cytrynę w robocie kuchennym i zmiksuj. Podczas miksowania dolewaj powoli resztę oliwy. Można również użyć moździerza.
3. Jeżeli pesto jest zbyt gęste, dolej łyżkę oliwy albo wody.
4. Spróbuj, dopraw solą i pieprzem.

Podawaj z jasną bułką, makaronem albo mięsem.


Smacznego!

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Truskawki, pieprz i ocet balsamiczny, czyli koktajl

           


            Czasem cieszę się, że sezon na truskawki trwa tak krótko. Nic w tak drastyczny sposób nie ukazuje mojej pazerności jak te owoce. W momencie gdy wchodzę na pobliskie targowisko i widzę koszyki truskawek z tabliczką „3,00 zł”, czuję się jak dziecko w sklepie z zabawkami. Kupuję wtedy nawet dwa kilogramy z myślą zrobienia z nich czegoś ciekawego, ale kończy się na zjedzeniu połowy wprost ze zlewozmywaka, po nieco nerwowym oberwaniu szypułek. Resztę konsumuję wieczorem, tym razem wspaniałomyślnie dzieląc się z J.

            Są dni, kiedy budzę się rano z pomysłem na obiad albo chociaż na jakiś drobiazg, który będę mógł przygotować. Dziś nic mi nie przychodziło do głowy. Gdy wszedłem zrezygnowany do domu, zobaczyłem na kuchennym stole durszlak pełen truskawek. Trybiki się zakręciły i już wiedziałem co dziś zrobię.  

            Połączenie truskawek z pieprzem i octem balsamicznym dla wielu wydaje się egzotyczne. Nic jednak nie podkreśla tak smaku tych owoców jak te dwie przyprawy. Z kolei sól wydobywa naturalną słodycz truskawek, która bez niej nie byłaby wyczuwalna w takim stopniu. W piątkowy wieczór polecam dodać do koktajlu 40 ml białego rumu.


Koktajl truskawkowy z pieprzem i octem balsamicznym
pół litra

- 300 g truskawek,
- 100 ml jogurtu naturalnego,
- łyżka octu balsamicznego,
- mała szczypta soli,
- świeżo mielony pieprz,
- półtora łyżeczki cukru trzcinowego.


Przygotowanie:

1. Umyj truskawki i pozbaw szypułek,
2. Umieść je w blenderze albo malakserze razem z jogurtem, solą i octem. Zmiksuj na gładko.
3. Dodaj cukier, wymieszaj i spróbuj. Jeżeli truskawki są mało słodkie, dodaj go więcej.
4. Przypraw pieprz, wymieszaj i spróbuj. W razie potrzeby przypraw mocniej. Uważaj, żeby nie dodać zbyt dużo pieprzu. Ma on jedynie delikatnie drapać gardło, w żadnym wypadku nie może palić.

Podawaj mocno schłodzony.


Powodzenia!

niedziela, 15 czerwca 2014

Obiad w 10 minut – spaghetti aglio olio



            Czerwcowa noc 2013 roku. Środek sesji. Siedzimy nad książkami. Mogę z dobrych pięciu metrów usłyszeć, jak J. burczy w brzuchu. Treść pytania, które zaraz usłyszę jest mi już dobrze znana. W końcu nie pierwszy raz o drugiej w nocy nachodzi ją zwierzęcy wręcz głód. Szukam w pamięci czy wszystko co potrzebne jest w kuchni.
- Chili? Tak, słoik w drzwiach lodówki.
- Czosnek? Kupiłeś wczoraj, młody, polski. Dobrze.
- Pietruszka? Jest, cały pęczek stoi na parapecie w szklance z wodą.
- Oliwa? Jasne, dostałeś ostatnio butelkę.
Uśmiecham się do siebie i czekam. Pytanie padnie, to tylko kwestia czasu. Myślę sobie, że to bardzo ciekawe, jakim wielkim wydatkiem energetycznym potrafi być nauka, skoro minęło dopiero kilka godzin od kolacji, a odgłosy, które słyszę bardziej przypominają nadchodzącą burzę niż zwykły głód. Rozmyślania przerywa mi jej głos.
- Pawełkuu… - zawsze przeciąga ostatnią sylabę, gdy mnie o coś prosi.
- Mhm? – mruczę bez odwracania się.
- Umieram z głodu.
- Przecież jadłaś niedawno – odwlekam nieuniknione, całkiem bez sensu.
- No właśnie wiem, ale ja umieram.
- Co mi po trupie? – myślę .
- Zrobić ci coś? – pytam w końcu.
- No jakbyś mógł, ale coś dobrego – że też nie powie wprost, przecież oboje doskonale wiemy o co konkretnie chodzi.
- Może aglio olio?
- Noo – cała aż podskakuje na krześle - ale nie za tłuste bo nie zasnę.
- Przecież i tak nie zaśniesz.
- Wiem, ale umieram z głodu.

No to idę robić.

            Szybki sos do makaronu to taki, którego zrobienie trwa mniej niż ugotowanie makaronu. W tej kategorii aglio olio jest w ścisłej czołówce, pozwoli zmieścić się w czasie nawet spóźnialskim. Jest jednym z najlepszych przykładów dań biedoty, które zrobiły światową karierę. Dzisiaj miałem akurat pod ręką spaghetti, ale śmiało można też użyć linguine.  


Spaghetti aglio olio
dla 2 osób

- pół opakowania spaghetti (250 g),
- cztery średnie ząbki czosnku, pokrojone w cienkie plasterki,
- jedna papryka chili, pokrojona w plasterki,
- pół pęczka pietruszki, drobno pokrojonej,
- 6 łyżek oliwy do smażenia,
- łyżka oliwy extra vergine,
- sól i pieprz do smaku.


Przygotowanie:

1. Ugotuj makaron al dente w osolonej wodzie z łyżką oliwy. Odcedź, dopraw solą i świeżo zmielonym pieprzem. Polej oliwą extra vergine i wymieszaj.
2. Rozgrzej oliwę na patelni i smaż czosnek i chili na małym ogniu. W momencie gdy czosnek zacznie robić się matowy a jego brzegi staną się delikatnie brązowe, zdejmij patelnię z ognia. To bardzo ważny moment, jeżeli będziesz smażyć czosnek zbyt długo, stanie się gorzki.
3. Wrzuć makaron i pietruszkę na patelnię i dokładnie wymieszaj.
4. Spróbuj i w razie potrzeby, dopraw solą i pieprzem.


Smacznego!

wtorek, 10 czerwca 2014

Limonka, mięta, cytryna, miód – lemoniada




         Pamiętam moje pierwsze, wakacyjne obozy harcerskie w latach dziewięćdziesiątych. Nie mam pojęcia dlaczego, ale za każdym razem musiał nam się przydarzyć tydzień deszczu. Wtedy, a było to chyba w roku 1998, zaczęło lać w drugim tygodniu. Po dwóch dniach ulewy, gdy ziemia z trudem przyjmowała już wodę, nawet regularne okopywanie namiotu nie powstrzymało strumienia, który płynął coraz bardziej wartko pod naszymi kanadyjkami. Mimo kiepskiej pogody, humory nam dopisywały. Kadra odpuściła sobie sprawdzanie łóżek co rano i jakiekolwiek wyjścia z obozu, co oznaczało, że mieliśmy masę czasu wolnego. Graliśmy więc godzinami w makao i mieliśmy z tego tyle frajdy, że całkowicie zapominaliśmy o mijających godzinach. Niestety, jednego wieczoru kolega niechcący zrzucił karty z łóżka, a one, niezauważone przez nikogo, odpłynęły naszym, namiotowym strumieniem gdzieś daleko.  Na domiar złego, tej samej nocy, wiekowy brezent naszego namiotu zaczął przeciekać dokładnie nad moim łóżkiem. Opanowałem wtedy trudną sztukę spania bez ruchu na plecach, z menażką na brzuchu.
           
            Na szczęście, trzeci tydzień wyjazdu dał nam szansę na wysuszenie ubrań i namiotów. Zaczął się typowy lipcowy skwar. Któregoś dnia, choć byliśmy niesamowicie zmęczeni po całym dniu podchodów, szliśmy parami ze śpiewem na ustach i usilnie staraliśmy się utrzymać równe tempo. Droga nad jezioro Rudzieńskie, gdzie był nasz obóz, wiodła przez Jesionkę, pobliską wieś. Mieszkańcy patrzyli na nas z mieszanką ciekawości i pobłażania, gdy ukazywała się im pstra grupa dzieciaków, z portfelami na szyjach i w czapkach z daszkiem, za wszelką cenę próbująca iść do taktu. Pewnie zastanawiali się, co z tej grupy za harcerze, skoro nie mają nawet mundurów, a i śpiewanie idzie im średnio. Pot lał się z nas strumieniami i bardzo żałowałem, że, jak zwykle, opróżniłem moją butelkę kilka godzin wcześniej.  No, ale nie było to przecież byle co –  porządna, czerwona i lepka jak syrop oranżada, którą kupiłem w miasteczku za 90 groszy. Gdy w końcu minęliśmy wartownię, rzuciliśmy się biegiem w kierunku kuchni, gdzie w ogromnym garnku z chochlą czekała nas nieograniczona prawie ilość najprostszego napoju orzeźwiającego – lemoniady.
             
            Obozowa lemoniada, zrobiona była jedynie z wody niegazowanej, cukru i soku z cytryny. Wersja, którą lubię najbardziej jest odrobinę bardziej skomplikowana, ale jest tak orzeźwiająca, że od dobrego tygodnia robię ją na okrągło, prawie codziennie.

Lemoniada
1 litr

- duża garść świeżych liści mięty,
- 200 ml wody,
- sok wyciśnięty z trzech cytryn,
- sok wyciśnięty z jednej limonki,
- 4 czubate łyżeczki brązowego cukru,
- dwie łyżeczki płynnego, jasnego miodu,
- woda gazowana,

- kilka plasterków cytryny,
- kilka liści mięty.

Przygotowanie:

  1. Doprowadź 200 ml wody do wrzenia w małym garnku, wrzuć liście mięty i gotuj na małym ogniu przez ok. 5 minut, aż woda nabierze brązowego koloru.
  2.  Zdejmij garnek z ognia, wyjmij liście mięty i odstaw płyn do wystudzenia.
  3. Gdy płyn będzie letni, rozpuść w nim miód i cukier, będzie to znacznie łatwiejsze niż w zimnym płynie.
  4. Przelej płyn do litrowego dzbanka, wlej sok z cytryn i limonki, zamieszaj.
  5. Dopełnił dzbanek wodą gazowaną (ostrożnie, z powodu obecności cukru, woda będzie się mocno pienić) i wstaw do lodówki na co najmniej pół godziny. 
  6. Podawaj z przybraniem z plasterków cytryny i liści mięty.

Powodzenia!

wtorek, 3 czerwca 2014

Hummus, czyli Bliski Wschód w Twoim domu

  

             Siedem albo osiem lat temu Dziadek ogłosił wszystkim, że jedzie do Izraela na dwa tygodnie. Ucieszyłem się, bo ostatni raz był tam dwadzieścia kilka lat wcześniej i bardzo dużo się nasłuchałem jako dzieciak o tamtej wycieczce. A, że Dziadek jest konkretny facet, to stwierdził, że skoro Babci się nie chce jechać, to on nie będzie rezygnował z wyjazdu. Jak powiedział, tak zrobił.
   
             Kiedy wrócił, każdy członek bliższej rodziny dostał pamiątki. Oprócz obowiązkowych dewocjonaliów, Dziadek przywiózł również chałwę i opakowanie bliżej nieokreślonej pasty. Chałwa była doskonała, porównywalna z turecką, deklasująca ukraińską, a polską zostawiająca daleko w tyle. Pastą okazał się hummus. Szczerze mówiąc, wcale mi nie smakował. Był kompletnie bez wyrazu i miał konsystencję majonezu z podwójną ilością oleju. Straciłem wtedy całkowicie zainteresowanie tą potrawą na kilka lat.

            Dopiero dwa lata temu gdy zacząłem czytać o kuchni bliskowschodniej, przypomniałem sobie o hummusie. Stwierdziłem, że może jest sens dać mu drugą szansę. Był.

            Niniejszy przepis pochodzi z nieocenionego bloga Liski (whiteplate.blogspot.com), którego czytam z wielką przyjemnością od kilku lat. Moja modyfikacja polega na dodaniu mniejszej ilości tahini, większej ilości czosnku i odrobiny pieprzu kajeńskiego by dodać hummusowi trochę wyrazu.


Hummus
1 miska

- puszka ciecierzycy w zalewie, 0 wadze 400 g.
- półtora łyżki pasty sezamowej tahini,
- dwa ząbki czosnku (jeśli chcesz wyjść z domu po jedzeniu, pomiń jeden ząbek),
- sok z połowy cytryny (może być potrzebne więcej),
- 2-3 łyżki oliwy extra vergine,
- szczypta pieprzu kajeńskiego,
- sól i pieprz do smaku.

Przygotowanie

1. Odcedź ciecierzycę i zachowaj ok. 3 łyżki zalewy.
2. Umieść ciecierzycę wraz z pozostałymi składnikami w blenderze albo malakserze i zmisuj na gładką masę.
3. Spróbuj hummusu. Powinien mieć rzadszą konsystencję niż ser do smarowania. Jeżeli nie jest wystarczająco wilgotny, dodaj trochę zachowanej zalewy, oliwy albo soku z cytryny.
4. Wstaw na 20-30 minut do lodówki.

Podawaj z białym chlebem albo pitą


Smacznego!

piątek, 23 maja 2014

Tarator, czyli chłodnik ogórkowy

         


       Temperatura ostatnich dni sprawiła, że wracając do domu, ostatnią rzeczą, którą chciałem, to stać nad kuchenką. Stąd narodził się pomysł na zrobienie chłodnika, który nie dość, że nie wymaga wiele pracy to jeszcze doskonale gasi pragnienie i przynosi ochłodę.

       Bardzo lubię kuchnię bałkańską. Jest bogata, różnorodna, kolorowa, a równocześnie swojska. Południowi Słowianie pomimo geograficznego odcięcia we wczesnym średniowieczu od swoich zachodnich i wschodnich krewnych, w dalszym ciągu pozostają nam w pewnym stopniu bliscy. To pokrewieństwo przejawia się między innymi w kuchni, choćby w postaci częstego użycia produktów ze sfermentowanego mleka. Tarator jest najlepszym przykładem wspólnych, północno-południowych smaków. Ten bułgarski chłodnik ogórkowy ma wiele wspólnego z mizerią i chłodnikiem litewskim.                        

       Mój tarator jest interpretacją przepisu na chłodnik ogórkowy Gordona Ramsaya z książki pt. Szef kuchni po godzinach. W oryginale autor bazował wyłącznie na jogurcie greckim, ja użyłem również maślanki, która w mojej opinii dodała chłodnikowi kwasowości oraz trochę rozbudowała jego smak. Zrezygnowałem również z miksowania składników, lekko chrupiące kawałki ogórka oraz koperek sprawiają, że zupa jest gęstsza i bardziej treściwa.


Tarator
3-4 porcje 

- dwa średnie, długie ogórki, po ok. 200 g każdy,

- 400 ml jogurtu bałkańskiego albo greckiego,
- 600 ml maślanki,
- 2 małe ząbki czosnku, rozgniecione i drobno posiekane,
- pół pęczka koperku, posiekanego,
- dwie łyżki oliwy extra vergine,
- łyżeczka chrzanu,
- łyżka soku z cytryny (opcjonalnie),
- sól i pieprz do smaku. 


Przygotowanie: 

1.       Obierz ogórki i pokrój w drobną kostkę. Mocno odciśnij powstałą masę.  Zachowaj dwie łyżki soku, który powstał podczas krojenia i odciskania, resztę wylej.
2.      Wymieszaj w garnku wszystkie składniki z wyjątkiem soku z cytryny oraz dwóch łyżek soku z ogórków.
3.      W zależności od gęstości i kwaśności maślanki, chłodnik może wymagać dodania soku z ogórków i/lub soku z cytryny. Osobiście wolę gdy jest kwaśny i dość gęsty, więc dodaję sok z cytryny, a sok z ogórków pomijam.
4.      Wymieszaj i wstaw do lodówki na pół godziny.



            
            Smacznego!